Chmielowe zagłębie

Drukuj
zdj. Paweł Wroński
Pod względem produkcji piwa na świecie, Czesi zajmują miejsce pod koniec pierwszej dziesiątki. Spożywają go jednak najwięcej, konkurując pod tym względem skutecznie nawet z Bawarczykami

Jednym z atutów czeskiego piwowarstwa jest chmiel. Chmiel z Žatca, ceniony wielce, bodaj najdroższy na świecie. Miasteczko leży w niewielkiej kotlinie na przedgórzu Rudaw, nad rzeczką Ochrzą. Wilgoć i nasłonecznienie są w okolicy niemal idealne. Nic więc dziwnego, że z upraw chmielu žatecka kotlina zasłynęła już w średniowieczu. Ba, w 1265 roku, wraz z prawami miejskimi, miasteczko zwane z niemiecka Saaz, uzyskało także przywilej warzenia piwa.Tutejszy chmiel ma niską zawartość kwasów alfa (na poziomie 2-6%) przez co piwo staje się bardziej aromatyczne. Również zawarte w chmielu olejki eteryczne są bardzo zrównoważone, co wpływa na zapach. Stosunek kwasów alfa i beta (wyższy niż w innych odmianach: 1:1,5), sprawia natomiast, że wyczuwalna w piwie gorycz staje się wyjątkowo subtelna. Istotnym atutem jest też wysoka zawartość polifenoli. Utrudniają one procesy utleniania, przez co spowalniają proces starzenia się piwa i wydłużają okres jego trwałości. Coś za coś - szyszki tej odmiany są stosunkowo małe i trudne do zbierania. Pracochłonność zbiorów podnosi cenę chmielu z Žatca, tym bardziej, że większość koniecznych czynności wciąż nie jest zmechanizowana.

Gdy zawitałem do Žatca, na rynku były tłumy. Ludzie przechadzali się pośród straganów, w większości jednak raczyli się piwem. Ot, festyn - pomyślałem - tylko dlaczego tak dużo policji? Okazało się, że nie był to zwykły festyn. Miasteczko oczekiwało na przybycie ówczesnego prezydenta Czeskiej Republiki, Václava Klausa (jego kadencja skończyła się w marcu 2013). Ponieważ polityk pełnił urząd już po raz drugi, jego wady i zalety były Czechom dobrze znane. Spóźniał się, choć Žatec od Pragi dzieli zaledwie 85 km. Oczekiwali więc z pewnym niepokojem, choć wzdychali ciężko na myśl o jego powitalnej mowie. - Przemowy nie są jego mocną stroną - kiwali z pobłażaniem głowami. - Ale przemówić musi - rozkładali ręce. Pod ratuszem, koło klombu z chmielem stali ubrani uroczyście mężczyźni. Chmielowa gwardia. Tęsknym wzrokiem członkowie tej honorowej formacji zerkali w kierunku standów z piwem. Niestety tym razem byli tu służbowo, i za chwilę mieli powitać prezydenta niosąc chorągiew z barwami miasteczka. Nagle, na przeciwległym w stosunku do ratusza krańcu długiego rynku, zaczęło się poruszenie. Gwardziści poderwali się i ruszyli po chorągiew. Ale mobilizacja okazała się przedwczesna. To dyrektor miejscowego muzeum chmielarskiego obwoził gości po mieście pojazdem, w którym pasażerowie pedałują zgodnie siedząc w ławach, i... popijając piwo. Tylko jedna osoba z przodu dzierży kierownicę i piwa nie pije. Na cześć podróżujących wehikułem ochoczo wiwatowano, nawet policjanci im machali. Gdy pojazd opuścił rynek, na plac powróciła atmosfera oczekiwania.

Paweł Wroński