Właśnie teraz ziemniaki są najlepsze do pieczenia!

Nie będę pisać o tym, jak je piec, bo przecież każdy to wie!

Skłonni jesteśmy sobie wyobrażać starożytnych Słowian wyjmujących z ogniska parujące, smakowite bulwy. A jednak byłby to błędne wyobrażenie. Do Polski jarzyny te dotarły stosunkowo późno, bo najprawdopodobniej za czasów Jana III Sobieskiego, który podarował kwitnącą na biało roślinę swojej ukochanej Marysieńce, jako ozdobę jej ogrodów. W ogóle, do Europy po raz pierwszy przywiozły ziemniaki z Peru karawele hiszpańskie, w XVI wieku. Nie od razu jednak zaczęto je wykorzystywać dla celów kulinarnych: nie przypadły bowiem do gustu ówczesnym smakoszom. Ba! Początkowo uważano, że małe, mdławe bulwy są przyczyną wielu chorób. Pierwszymi, którzy docenili ich smakowe możliwości, byli biedni Irlandczycy: wydajne w uprawie, łatwo zaspokajały głód. W Polsce, na większą skalę, zaczęto je uprawiać dopiero w czasach saskich, w pierwszej połowie XVIII wieku. Od tej pory, stopniowo ziemniaki zaczęły podbijać polskie stoły i serca. Dziś, w krajowym rejestrze odmian figuruje aż 118 rodzajów tej jarzyny. Najlepszym dowodem na powszechność jest głębokie zakorzenienie rośliny także w języku: od wieków praktycznie każdy region Polski ma swoją własną nazwę, dla niewielkiej szarej bulwy. Poczynając od kartofla (od niemieckiego Kartoffel), poprzez pyry w gwarze poznańskiej, grule po góralsku i bulwy na białostocczyźnie i Kaszubach. Kiedyś w wielu zakątkach nazywano je perkami – od kraju ich pochodzenia, czyli Peru.

Magda Gessler