Waniliowa cytryna

Drukuj
zdj. shutterstock
W pewnym włoskim sklepie w Toronto znalazłam kiedyś cytrynę idealną do ciast.

Wyglądała jak mimoza, miała skórkę cienką jak mgła, zaś w środku ukryte było całe bogactwo słodkiego soku. To cytryna waniliowa. Używam jej namiętnie do mojego cytrynowego pie na kruchym spodzie. Jak go przyrządzić? To proste. Na początku ubijamy na parze kogel mogel z ośmiu żółtek. Osobno podgrzewamy sok z cytryny i zaciągamy go mąką ziemniaczaną jak kisiel. Dodajemy otartą skórkę, która jest nośnikiem zapachu i osobno poza ogniem dodajemy do cytrynowej masy ubite żółtka. Mieszamy poza ogniem, żeby żółtka się nie ścięły. Wylewamy całość na kruchy spód i przykrywamy włoską bezą, czyli ubitymi białkami zaciągniętymi syropem cukrowym. Całość wkładamy do pieca. Na krótko, tylko do zrumienienia bezy. Poruszenie w domu gwarantowane. Wiele dań bez cytryny nie ma sensu. Wędzony łosoś bez kropli cytryny staje się tłusty i ciężki. Kiszone marokańskie cytryny to kolejny cud świata, dzięki któremu tamtejsza baranina nie zabija nas swoją tłustością i ciężkim zapachem. Ubóstwiam plasterki cytryny przesypane cukrem i zamknięte w słoiku. Są niezastąpione do przyrządzenia naszej ukochanej herbaty z cytryną. Latem lemoniada podawana w ogromnych dzbanach z lodem, plastrami cytryny i sporą ilością soku cudownie orzeźwia. Jest również idealnym antyutleniaczem, magicznym napojem, skutecznie konkurującym z całym tym globalistycznym zamachem na nasze zdrowie i dobre samopoczucie.